Jan
Lewandowski miał marzenie. Chciał być sławnym i bogatym muzykiem, ale
rzeczywistość komunistycznej Polski nie sprzyjała jego planom. Kiedy pojawiła
się okazja na zmianę, niezwłocznie z niej skorzystał. W 1971 roku wybrał się na
wycieczkę do Kanady, skąd przedostał się do USA i tam rozpoczął realizację
swoich celów. Założył swój zespół (Jan Lewan Orchestra) i mianował się królem
polki.
Początkowo życie w krainie marzeń
i możliwości nie układało się najlepiej. Jan łapał się każdej możliwej pracy
aby związać koniec z końcem. Wreszcie poznał Marlę, nastoletnią piękność z
Pensylwanii. Zakochał się i poślubił ją. Od tego momentu życie miało być
łatwiejsze. Założył rodzinę i znalazł niszę, w której mógł się realizować. Ale
życie muzyka nie jest łatwe. I pomimo popularności wśród amerykańskiej polonii
pieniądze nie przychodziły, a Jan Lewan nie miał zamiaru żyć w biedzie.
Wykorzystał zatem swoją popularność i stworzył piramidę finansową obiecując
inwestorom 12 procentowy zysk. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi. Sprawą
zainteresował się urząd skarbowy i Jan został skazany za oszustwa podatkowe na
pięć lat. Obecnie nadal zajmuje się polką i planuje oddać swoim inwestorom
wszystkie pieniądze, a nie było ich mało. Jan przez lata okradł ponad 400 osób
na prawie pięć milionów dolarów.
Nie trzeba było długo czekać aby
historią naszego rodaka zainteresowało się kino. W pierwszej kolejności pojawił
się dokument, który specjalnie nie przedostał się do świadomości społecznej.
Jednak spowodował, że historia Jana zainteresowało się dwoje scenarzystów- Maya Forbes i jej mąż Wallace Wolodarsky.
Wspólnie napisali scenariusz, pozyskali do głównej roli Jacka Blacka, a Maya
zajęła się reżyserią i w taki sposób narodził się „Król polki”.
Przyznam się szczerz, że gdyby nie
Jack Black, to zapewne nigdy bym nie zobaczył tego filmu. Oczywiście mógłby
mnie zainteresować sam temat, ale nie oszukujmy się, głównym magnesem był tu
właśnie Black. Cały film opiera się na jego kreacji i mimo, że miejscami za
bardzo szarżuje, to jednak tworzy ciekawą i zróżnicowaną postać. Obawiam się
jednak, że odbiegającą od rzeczywistego wizerunku Jana Lewana. W interpretacji
Blacka, Lewan to marzyciel, który do pewnego momentu, zupełnie nie zdaje sobie
sprawy z tego co robi. Z drugiej strony to także niezwykle przedsiębiorcza
postać. Potrafi zrobić dosłownie wszystko aby zadowolić swoich klientów i
rodzinę. Stanie na głowie aby uzyskać prywatną audiencję u papieża jak i
spowoduje, że jego żona po latach ponownie wygra konkurs piękności.
Twórcy „Króla polki” odrobinę
wybielają swojego bohatera i przedstawiają go jako niewolnika swoich marzeń. W
drodze do spełnienia swoich marzeń Jan odrobinę zagubił, ale także sprytnie
wykorzystał chciwość swoich klientów. To w końcu ich zaangażowanie i chęć zysku
spowodowało, że Jan brnął w przekręt dalej. Ale czy tak było naprawdę? Zapewne
nigdy się o tym nie dowiemy. Niemniej jednak „Król polki” to film o marzycielu,
który zagubił się w swoim dążeniu do szczęścia.
Czas na podsumowania, jak zazwyczaj na początku roku. Na pierwszy ogień idą filmy najgorsze, jakie niestety udało mi się zobaczyć w 2019 roku. Oczywiście nie widziałem wszystkich i kilka paździerzowych perełek sie tutaj nie znajdzie, gdyż szkoda mi było czasu i pieniędzy na ich oglądanie. Także poniżej przedstawiam wam moją listę paździerzy ubiegłego roku/ 15. 6 Underground - reż. Michael Bay 6 Underground to Michael Bay na dopalaczach. Sporo eksplozji, sporo trupów, sporo akcji - sensu zero. W trakcie seansu wielokrotnie traciłem zainteresowanie przebiegiem fabuły jak i bohaterami. A i tak oderwanie się na moment od ekranu nie powodowało, abym chciał wrócić do kilku pominiętych scen. Oglądając nowe dzieło twórcy Bad Boys można zrobić obiad, wyjść do sklepu po piwo, przeczytać interesujący nas artykuł lub porozmawiać przez telefon, a po powrocie nadal stwierdzić, że nic się nie zmieniło. Nadal to samo. Niby wiedziałem czego sie spodzie...
Komentarze
Prześlij komentarz